Pętla Beskidzka 2017. Zaczęło się jak od trzęsienia ziemi, a później było tylko grzej. Podobno co się źle zaczyna dobrze się kończy i choć w pewnym sensie tak było, to złość przeszła mi dopiero dzisiaj. Takie niestety jest kolarstwo, a pech łapie każdego.

Krótka historia wielkiej pogoni.

Wisła. Chociaż miałem okazję już spędzić kilka dni w kolebce sukcesów polskich skoków narciarskich to po raz pierwszy dotarłem tu z rowerem. Bez nastawania się na nic, bo w sumie nie wiedziałem czego mogę się spodziewać. Profil trasy zapowiadał raczej zostawienie płuc na asfalcie już po pierwszych kilometrach. Na taryfę ulgową też nie można było liczyć nawet mimo tego, że Tomany nie było w tej grupie.

Start naszego dystansu przewidziany o 11:00 na uboczu głównego deptaka, gdzie wzdłuż bramek oklejonych banerami sponsorów zręcznie stłoczono ponad 200 osób. Dużo, ale to ciągle ilość w granicach zdrowego rozsądku. Dystans krótki, tylko 86 km, bo kolejnego dnia Podhale. Tomek, Bartek i ja grzecznie z przodu. Plan? Utrzymać się w czubie, a później zobaczymy 😉

road maraton wisła

Początek o dziwo spokojny, bez większych przepychanek, nerwówki i skoków, co raczej rzadko się zdarza. Kawałek honorowego dojazdu i wspinaczka pod Zameczek. W rzeczywistości nie jest to aż tak straszna góra, jak przedstawia się na profilu, ale mocne tempo spowodowało drastyczną selekcję.

Już po 2-3 km podjazdu z całej stawki utrzymała się może trzydziestoosobowa grupa, która z każdym kilometrem bardziej się kurczyła.

Blat i 23 z tyłu. Po jednym zawodniku przechodziłem sobie grzecznie do przodu. Dałem Bartkowi zmianę i jadąc swoje jakiś czas prowadziłem peleton, czy raczej te kilka osób, które jeszcze zostało. Dobra, myślę, zmiana, niech się też inni pomęczą. Próbowałem zejść, ale chętnych na prowadzenie aktualnie nie było. I wtedy zrobiłem najgłupszą rzecz podczas tego wyścigu.

Zasada #90 kodeksu The Rules mówi:

Never Get Out of the Big Ring.

If it gets steeper, just push harder on the pedals. […] It is, of course, acceptable to momentarily shift into the inner ring when scaling the 20% ramps of the Kapelmuur.”

Nigdy nie zrzucaj z blatu.

Kiedy robi się bardziej stromo naciskaj mocniej na pedały. […] Oczywiście jest dopuszczalne chwilowe zrzucenie na mniejszą tarczę, kiedy podjeżdżasz 20% nachylenie Kapelmuur.

Zrzuciłem. Nie wiem czy w Wiśle było 20%. Widocznie nie, bo jak wiadomo nieprzestrzeganie zasad szkodzi. W tym wypadku nie było inaczej. Zbyt intensywny ruch manetką spowodował, że łańcuch spadł całkowicie. Nie zdążyłem się wypiąć. Gleba. Na szczęście nikogo więcej nie uszkodziłem, tak na pocieszenie. Zanim się pozbierałem i założyłem łańcuch minęła może minuta, może trochę więcej. Odjechali. I tutaj zaczął się mój własny wyścig.

Długi, kręty zjazd wąską, leśną drogą. Delikatne wypłaszczenie, a na nim zlepiła się 5-cio osobowa grupka. Ładnie zawiązała się nam współpraca, ale panowie z przodu raczej nie mieli ochoty czekać i ambitnie utrzymywali przewagę.

Trasa zapewne malownicza, ale żeby nacieszyć się urokami Parku Krajobrazowego Beskidu Śląskiego koniecznie trzeba przyjechać tu w spokojniejszych okolicznościach 🙂 Było sporo w górę, było szybko i płasko, było ostro w dół, tak więc wszyscy powinni być zadowoleni. W pętli Beskidzkiej starowałem pierwszy raz i zdecydowanie żałuję, że nie przyjechałem tu wcześniej. Cała organizacja na wysokim poziomie. Nie brakło góralskiej serdeczności i głośnego dopingu na podjazdach, co zawsze jest bardzo przyjemne, choć może miny tego nie potwierdzają. Nie wiem natomiast co przez chwilę stało się z zabezpieczeniem naszego przejazdu… Wszystkie ważniejsze skrzyżowania i miejsca, gdzie ewentualnie można by się zgubić raczej dobrze obstawione. Gorszy był przejazd fragmentem drogi S1. Nie wiem jak sytuacja wyglądała w przypadku pierwszej grupki i tych, które jechały za nami, ale przeciskając się pomiędzy samochodami, w całkowicie otwartym ruchu i bez żadnego zabezpieczenia mieliśmy kilka przygód. Nic na szczęście się nie stało, ale tak się zastanawiam, czy ze zwykłych względów bezpieczeństwa nie dało by się jakoś zmienić tego odcinka trasy, tak na przyszłość.

Pętla Beskidzka 2017

77 km pogoni, która zaczęła się w 5, długi czas toczyła się w 4, a ostatecznie skończyła dla mnie samotnym, powtórnym podjazdem pod Zameczek. Nie doszliśmy czołowej grupy, która zresztą też się porwała, mi odjechało dwóch zawodników, z którymi dzielnie próbowaliśmy gonić. 10 open, 3 w kategorii. Wynik mógł być zdecydowanie lepszy, ale wyszło jak wyszło. Pech i nic więcej. Walka przegrana na samym początku, ale jakaś chora ambicja i upór nie pozwoliła mi odpuścić. Na początku tej szalonej gonitwy jeszcze wierzyłem, że uda się dojść do uciekinierów. Po połowie etapu było to już nie realne. Mimo tego bebechy cały czas były na wierzchu i był to na pewno mój najmocniejszy, jak na razie 😉 wyścig w sezonie. Szkoda, że tak się potoczył, ale nie ma co narzekać. Ładnie pojechali Bartek i Tomek, którzy 2 i 1 miejsce w naszej kategorii, tak więc po koleżeński zapełniliśmy podium.

Tym czasem odliczanie do kolejnego startu już powoli się kończy. Do zobaczenia na TRR!

 Zdjęcia autorstwa: Michał Kuźma, pobrane z ogólnodostępnej galerii https://photos.google.com/share/AF1QipO-ToQM4e5Bmk7shaIqG3q3JKL5PM3ar1c0Ni-rBvsWw4VoF8gvlrkRqMrvOxtSGA?key=NHlZNWxHMXpzMVVhU0l5Y2RLSmZveF90dE1XODZR

Pin It on Pinterest

Share This