Dolina Popradu. Idealna trasa na trening kolarski i rowerową wyprawę śladami historii. Kolarski raj, do którego można wracać bez końca.

Moja ulubiona droga rowerowa. Bez wątpienia jedna z najpiękniejszych tras widokowych w Polsce. Rozpoczynając od Starego Sącza to prawie 50 kilometrów niezwykłego piękna przyrody i jedynych w swoim rodzaju miast i wiosek noszących ślady długoletniej historii. Z kolarskiego punktu widzenia trasa idealna. Są podjazdy, zjazdy i długie płaskie odcinki. Ruch samochodów umiarkowany, więc raczej cisza i spokój, no i widoki, które zawsze niesamowicie cieszą i nigdy się nudzą, chociaż jechałem tędy już co najmniej kilkanaście razy. Kilka lat temu był też organizowany amatorski wyścig kolarski Doliną Popradu (do tej pory mam nawet pamiątkowy plakat powieszony w pokoju w rodzinnym domu). Cóż, był, a internet podpowiada, że jego ostatnia edycja odbyła się w 2014 roku.

Wiosenny kolarski obóz przygotowawczy wszedł w ostatnią fazę. Jak na razie średnio 100 km dziennie. Osiągnięcia może niezbyt oszałamiające, ale biorąc pod uwagę, że to początek wiosny i organizm jeszcze ciągle przyzwyczaja się do trybu „sezon” nie jest źle.

Wszystko idzie zgodnie z planem. Pogoda dopisuje, żaden tir mnie nie przejechał, a na zjeździe nie odpadło mi koło 😉 Trasy też realizowane nie przypadkowo, po dobrze znanych okolicach, o przewidywalnym poziomie trudności.

Nadszedł dzień wizyty u górali w Piwnicznej i w Państwie Muszyńskim, a więc przejażdżka Doliną Popradu.

Etap 6. Brzezna – Stary Sącz – Rytro – Piwniczna – Muszyna – Krynica – Nowy Sącz – Brzezna

Znów pobudka o poranku i owsianka z pomarańczą, bananem, ziarnami słonecznika, orzechami, gorzką czekoladą i miodem. Znów walka z chłodem na zjeździe z najbardziej morderczej góry, jaką pokonywałem, ale tym razem na rondzie nie w prawo, w kierunku Podegrodzia, ale prosto, przez most św. Kingi do Starego Sącza.

stary sącz brzezna most św kingi

Stary Sącz. Jedno z najstarszych miast w Polsce. Pierwsze wzmianki na jego temat pochodzą z 1257 r. kiedy Bolesław Wstydliwy nadał księżniczce węgierskiej Kindze Ziemię Sądecką, a jak już tutaj wspominałem, Stary Sącz został centralnym punktem, a której tereny obejmowały ziemie w trójkącie: Biecz – Limanowa – Podoliniec (obecnie Słowacja). Stary Sącz to bez wątpienia jedno z najciekawszych miast w Polsce. Nazywane jest „miastem muzeum”. Najlepszym przykładem na to jest zachowana średniowieczna zabudowa rynku, ale też pochodzący z XIII w. klasztor Klarysek oraz wiele innych budynków. Miasto położone jest na południowym skraju Kotliny Sądeckiej, w widłach rzek Dunajec i Poprad.

stary sącz rynek

I właśnie tutaj rozpoczyna się prawie 50-cio kilometrowy, rowerowy błogostan. Ze Starego Sącza brukowaną drogą w kierunku Barcic i dalej do Rytra.

Zanim kilka słów o Rytrze tylko jedno, retoryczne pytanie. Bardzo zastanawiające jest dla mnie, że na każdym rondzie w tamtych okolicach jest postawiony znak zakazu jazdy rowerem. Rozumiem, bo obok jest poprowadzona ścieżka rowerowa, która… kończy się 5 metrów za rondem, a z któej tak trzeba zjechać na ulicę. Ale to tak tylko na marginesie 😉

Rytro wita widokiem wzgórza z ruinami zamku owianego legendą, którego historia sięga co najmniej XIII w. Jest popularną miejscowością wypoczynkową i turystyczną oraz doskonałą bazą wypadową dla miłośników górskich podróży. Za Rytrem też pierwszy, niewielki podjazd do Suchej Strugi i dalej ciągle jeszcze płasko. Jadąc dalej terenami Czarnych Górali (zamieszkujących obszar gmin Rytro i Piwniczna, a których nazwa pochodzi od nietypowego, ciemnobrązowego koloru męskich ubrań) musiałem oczywiście dotrzeć do Piwnicznej – Zdrój. Kolejnego wiekowego (założone w 1348 r.) i urokliwego miasta na mapie Małopolski. Piwniczna znana jest przede wszystkim ze swoich naturalnych, leczniczych wód mineralnych, dzięki czemu jest popularnym ośrodkiem leczniczo-wypoczynkowym na trasie Doliny Popradu.

3 kilometry za Piwniczną Poprad można już obserwować w jego rodzimym kraju, czyli po Słowackiej stronie granicy. Odtąd też zaczyna się, moim zdaniem, najładniejsza, bo i najmniej zamieszkała, część Doliny Popradu.

dolina popradu słowacja

Droga co raz wyraźniej zaczyna prowadzić w górę, a Żegiestów wita pierwszym podjazdem. I tu muszę powiedzieć, że jestem pod ogromnym wrażeniem. Główna droga, prowadząca przez Żegiestów w kierunku Andrzejówki zawsze kojarzyła mi się z przejazdem przez jakąś wymarłą miejscowość. I wiem, że cała wieś wygląda inaczej, ale krajobraz, gdzie po lewej znajdowało się kilka, do tej pory, opuszczonych lub niedokończonych domów wczasowych, wkomponowanych w górę, a po prawej wielka skarpa, robiło naprawdę niesamowite wrażenie. Jedynym budynkiem w „starym stylu” pozostaje sanatorium, w którym też już rozpoczął się remont.

Ciągle prosto, wzdłuż Popradu i granicy Polsko – Słowackiej do Muszyny. Dziś miasta znanego, jak wiele innych miejscowości na szlaku Doliny Popradu, głównie z unikalnych wód mineralnych i cudownych widoków oraz z utalentowanej drużyny siatkarek 😉 W historii, już co prawda całkiem odległej (pierwsze wzmianki dotyczące Muszyny pochodzą z 1208 r.), Muszyna była niezwykle ważnym ośrodkiem miejskim, a od XIV, do końca XVIII wieku stanowiła samodzielne państwo. Aktualnie jego ślad to głównie ruiny zamku starostów Państwa Muszyńskiego, pochodzące z 1310 roku, które w licu zeszłego roku tak się prezentowały:

muszyna zamek

a wspomniani starości mogli mieć z zamku mniej więcej taki widok 😉

poprad muszyna zamek

muszyna widok z zamku

Po Muszynie czas na Krynicę, Górską, albo Zdrój dla ścisłości, bo jak wiadomo równie popularna miejscowość o takim samym pierwszym członie nazwy znajduje się po całkowicie drugiej stronie naszego wspaniałego kraju 😉

W nogach 60, a w zasadzie 560 km i przed Krynicą jeszcze Powroźnik, w którym rozpoczyna się odczuwalny, 10-cio kilometrowy podjazd ze szczytem na Krzyżówce.

krynica zdrój

krynica stary dom zdrojowy

Jaka jest Krynica każdy widzi. Szczerze mówiąc to miasto, które na Popradzkim szlaku robi na mnie najmniejsze wrażenie. Może dlatego, że byłem w niej już niezliczoną ilość razy, a może dlatego, że ciągle tam są ogromne tłumy ludzi. O Krynicy można pisać dużo i długo. Miasto u podnóża Góry Parkowej to bez wątpienia najsławniejsza miejscowość wypoczynkowo-uzdrowiskowa w tej części Polski. O tej porze roku jeszcze sezonu turystycznego nie ma, więc udało mi się przejechać przez deptak i zrobić kilka zdjęć. Miasto Kiepury, Nikifora i wielu wydarzeń, jak choćby Forum Ekonomiczne. Było też miejsce i na Tour de Pologne. Alpy to oczywiście nie są, ale już jest gdzie pojeździć.

podjazd pod krzyżówkę

Nie wiem czy Wy też tak macie, ale jadąc pod wspomnianą wcześniej Krzyżówkę zobaczyłem ten znak i się uśmiechnąłem. Kolarze to w sumie w większej części masochiści. Im większa góra i im bardziej bolą nogi, ręce i całe ciało, tym większa satysfakcja. Pokonywany przeze mnie podjazd nie należy do bardzo trudnych. Doskonale go też znam, ale po całym tygodniu samotnej jazdy był już odczuwalny.

Z domu do Muszyny było pod wiatr i mimo wszystko ciągle pod górę, więc w nagrodę z Krzyżówki do domu prawie, że cały czas w dół. 35 kilometrów z wiatrem, przez Łabową, Nawojową i Nowy Sącz to bardzo przyjemna sprawa 😉 Co prawda we Frycowej szanowny pan wyjeżdżający z bocznej uliczki nawet nie popatrzył w lewo, żeby sprawdzić czy ktokolwiek jedzie i jakimś cudem zdążyłem wyhamować, ale to tylko mały detal.

I na koniec ta najgorsza góra ze wszystkich, ale o niej następnym razem.

Pin It on Pinterest

Share This