Sądecczyzna – niedoceniony region kolarskich możliwości

Pochodzę ze stosunkowo niewielkiej miejscowości, położonej w dolinie rzeki Brzeźnianka, na granicy Beskidu Wyspowego i Kotliny Sądeckiej, gdzie widok radośnie pedałującego faceta, ubranego w obcisłe, kolarskie ciuszki, wywołuje przedłużone spojrzenie u mijanych przechodniów.

Sądecczyzna to specyficzny region. Na szerszą skalę znany z niepowtarzalnych widoków, śliwowicy i tego, że jest niekwestionowanym zagłębiem milionerów, których jest tu ponad stu. Niestety dla mieszkańców na tyle blisko Krakowa i na tyle daleko od gór, że jakoś zawsze omijany przez turystów.

Poza tym Sądecczyzna jest unikalna na pewno pod jeszcze jednym względem. Bo czy są w Polsce bardziej wymarzone tereny do uprawiania kolarstwa? Tu dla każdego znajdzie się coś miłego. Z jednej strony cała masa niesamowicie stromych podjazdów, o czym mogli przekonać się nawet PRO-si startujący w ubiegłorocznym Tour de Pologne. Z drugiej długiej odcinki zupełnie płaskich dróg. Tereny doskonałe do trenowania kolarstwa szosowego. Poza tym mnóstwo lasów, więc i koleżanki i koledzy wolący jazdę po mniej twardej nawierzchni znajdą swój słoik pełen miodu.

Od kilku lat mieszkam w Krakowie. Za każdym razem, kiedy jadę rowerem do domu zastanawiam się czy ktokolwiek tu jeździ na szosie… Przez ostatni rok spotkałem zaledwie kilku, bardziej lub mniej profesjonalnie wyglądających amatorów. Zawsze tłumaczę to sobie tym, że pewne wybierają inne pory, inne strony, bo gór tam sporo, więc czemu by akurat miały to być te danego dnia…

„Za moich czasów” nie było chyba dużo lepiej, w każdym razie już dokładnie nie pamiętam. Może wtedy tak bardzo nie zwracałem na to uwagi. Zdaję sobie sprawę, że kolarstwo to jeden z droższych sportów. Sensowny rower, buty, kask, okulary, ciuchy na różne pory roku dają w ekonomicznej, ale mimo wszystko jeszcze racjonalnej opcji, jakieś 8-9 tysięcy. I jak też każdy, kto jeździ wie, ta studzienka nie ma dna. Wiadomo, że zakup bolidu F1 jest wydatkiem nieporównywalnie większym, ale przykładów realizmu magicznego nie będę poruszał 😉

Rozwój kolarstwa amatorskiego, czy może częściej turystyki rowerowej, jest bardzo zauważalny w miastach, gdzie rower staje się doskonałym środkiem komunikacyjnym, zwłaszcza przy sprzyjającej pogodzie. Wiele bardziej zamożnych osób, po zainwestowaniu w sprzęt o wartości nieraz całkiem pokaźnego samochodu, wciska się w obcisłe gatki i dziarsko pedałuje często nie tylko w niedzielne popołudnia. Świetnie, że tak się dzieje, jednak marzenia o starcie w wielkich turach tacy miłośnicy dwóch kółek mają już raczej za sobą. Pytanie co z młodymi, tymi, którzy jak Majka w tych turach będą startować? Bo jest przecież w pod Krakowem sławny klub, w którym pan Rafał dorastał, ale nic poza tym

Może jednak, któregoś dnia, jeden z sądeckich inwestorów postanowi, niesiony natchnieniem narodowego Touru, wesprzeć kilku młodych szaleńców w zrealizowaniu ich pasji i pomoże im rozsławić rodzinny region. Kto wie. Może akurat 😉

Pin It on Pinterest

Share This