Marzec rozpoczął się już na dobre, a na ulicach widać coraz więcej kolarzy i rowerzystów. Coraz śmielej też pojawiają się w głowach plany startów lub dłuższych wypraw rowerowych na ten sezon. Po zimowej przerwie, nawet tej najlepiej przepracowanej, organizm musi się jednak przygotować do ponownej dawki codziennie powtarzanego, dużego wysiłku. Co zrobić, żeby wróciła forma z poprzedniego sezonu? Ile potrzeba na to czasu i czy nie jest już za późno?  Jak zacząć sezon kolarski 2017?

Jak każdy miłośnik kolarstwa wie, zawodowcy już dwa miesiące temu rozpoczęli swój sezon i wielkie ściganie. Cóż, ich życie wygląda nieco inaczej niż przeciętnego amatora, zwłaszcza w naszej strefie klimatycznej. My powoli chowamy do szafy trenażery, ale całkowite rozstanie się z nimi, przynajmniej do późnej jesieni, jeszcze nie jest przesądzone. Nasz sezon, siłą rzeczy, rozpoczyna się też nieco później niż kolarzy z grona PRO, bo pierwsze zawody przypadają na 2 dzień kwietnia.

Po jesiennym roztrenowaniu nastał (a przynajmniej powinien ;)) czas zimowych, ciężkich treningów. Katowaliśmy nasze organizmy, przygotowując ich tężyznę fizyczną, aby teraz móc delikatnie i spokojnie robić bazę wytrzymałościową, czyli pokonywać długie dystanse w spokojnym tempie. Bardzo ważna jest tutaj odpowiednia systematyczność odbywanych treningów i regeneracja po nich. Najlepiej organizować sobie czas w taki sposób, aby zrobić 5 treningów tygodniowo i 2 dni przerwy.

Jak więc dobrze rozpocząć sezon?

Moje sposoby są dość proste i z powodzeniem każdy da radę je zrealizować. Nie mówię, że w dokładnie taki sposób, bo przecież nie musisz starować w wyścigach, albo robić tygodniowo od 450 do 600 km. Po prostu przetwórz to przez siebie, przez swoje aktualne możliwości i to, na czym Ci zależy. Tak po prostu. Oczywiście, jeśli teraz zaczynasz treningi po całkowitej przerwie, to na przyjście formy będziesz musiał poczekać trochę dłużej niż do maja 😉 A jeśli dopiero wczoraj kupiłeś rower i zastanawiasz się jak zacząć, to też dobrze, bo na spokojnie wejdziesz w sezon i będziesz wiedział, jak przygotować się do przyszłorocznego.

Przede wszystkim – spokojnie!

Na pierwszych treningach, w nieco bardziej wiosennej aurze, zdecydowanie nie ma co szarżować.

U mnie wyglądało to tak, że minęły równe 3 miesiące. 92 dni. 2208 godzin. Tyle dokładnie czasu upłynęło od 11 listopada, czyli dnia, który nie tylko jest świętem niepodległości, ale też kiedy po raz ostatni szosowałem na (względnie) świeżym powietrzu.

I szczerze mówiąc, myślałem, że będzie gorzej. Oczywiście to nie tak, że przez te trzy miesiące oddawałem się słodkiemu lenistwu, ale o tym za chwilę.

Plan –> 50 km luźnym tempem. Na dobry początek sezonu w sam raz. Wietrznie, więc mimo słonecznej pogody, temperatura odczuwalna -12. Termoaktywna koszulka z długim rękawem, na to koszulka rowerowa i dla dopełnienia całości bluza z wind-stoperem. Powiem dyplomatycznie, że było dość rześko. Dystans zupełnie odpowiedni do warunków, ale jednak przy takich temperaturach odpowiednie ubranie to podstawa.

jak zacząć treningi na wiosnę

Dlaczego tak długa przerwa?

Proza życia. Praca, praca, praca i gigantyczny smog.

Oczywiście to nie tak, że 3 miesiące leżałem do góry brzuchem, który mimo wszystko przybrał przez ten czas prawie kilo. Cóż, nawyki żywieniowe pozostają. I choć porcje mniejsze, to i spalanie ograniczone. Zima to niestety czas niekoniecznie sprzyjający kolarzom mieszkającym w naszym pięknym kraju.

Po drugie – wyznacz sobie cele i je realizuj!

Nie jest ważne czy dopiero zaczynasz swoją przygodę z kolarstwem, czy już jakiś czas jeździsz. Kiedyś przeczytałem zdanie, że w sporcie jest jak w biznesie. Nie mogę zaprzeczyć. Bo jeśli masz już świetny pomysł na to co chcesz robić, to musisz też wymyślić drogę do tego jak to zrobić. Więc skoro Ty masz już swój piękny rower i cały zestaw niezbędnych i zbędnych, ale ładnych dodatków, to warto, żebyś odpowiedział sobie na pytanie czego oczekujesz?

Chcesz jeździć tylko turystycznie, dla przyjemności, czy chcesz się ścigać?

Co chcesz i możesz zrobić, żeby osiągnąć ten cel?

Zapisz to sobie w kalendarzu, w telefonie, na lodówce czy w innym miejscu, gdzie często wędrują Twoje oczy. Najtrudniej jest zacząć, ale jak już się przełamiesz, to reszta pójdzie łatwiej, niż Ci się

wydaje. Więcej na ten temat tutaj.

Po trzecie – zmień myślenie!

Jeśli praca nie pozwala Ci trenować, to zmień pracę. A jeśli nie chcesz, albo nie możesz zmienić pracy to staraj się robić możliwie jak najwięcej, żeby nie zaniedbywać codziennych treningów. Jeśli zależy Ci na progresie nie możesz ograniczać rowerowych wypraw tylko do weekendów. Nigdy nie jest tak, że się nie da! Pracujesz od 10 do 18, a do miejsca pracy musisz przejechać 20 km? Żeby zrobić trening przed pracą musiał byś wstać o 5, ale to delikatna przesada, a po pracy ciągle jeszcze ciemna noc?

A co powiesz na taką propozycję?

Zakładając, że na co dzień wstajesz o 8, przestaw budzik na trochę wcześniejszą porę. Zjedz lekkie śniadanie, przygotuj sobie drugie, które zjesz w pracy, spakuj do plecaka koszulę i zamiast o 9:15 wsiadać do samochodu o 9 zacznij pedałować w dobrze znanym Ci kierunku. 5 dni w tygodniu, gdzie codziennie robisz 2×20 km. To zaledwie o jakieś 200 km tygodniowo więcej…

Oczywiście jest to tylko przykład, ale gwarantuje, że realny do zrealizowania. U mnie się sprawdza, więc dlaczego Ty nie możesz go wprowadzić u siebie? Ok, do pracy nie mam 20 km i staram się nie zastępować treningów jazdą po mieście, ale kiedy kompletnie nie da się inaczej to jest to na pewno dobra alternatywa.

Wiem, że łatwo się mówi, a z realizacją nie koniecznie musi być tak prosto, ale kolarstwo nie jest lekką rozrywką. Bez konsekwencji i ciągłego przekraczania własnych granic daleko nie zajedziesz. I jeśli naprawdę Ci zależy i będziesz w stanie zmobilizować się do wyjścia na rower kiedy pada, albo jest -20 i boli Cię każdy oddech, zamarzają powieki, a palce u dłoni i stóp przestajesz czuć po pierwszym przejechanym kilometrze, to jaką wymówkę będziesz miał na inne dni?

I dobra, wiem, że może nie jest to najmądrzejsze, ale da się. Sprawdzone na własnym organizmie. I nie robię tego po to, żeby komukolwiek zaimponować, pokazać jaki to nie jestem wytrzymały czy w jakimkolwiek innym celu. Robię to dla siebie. Żeby sobie udowodnić, że mogę i dam radę zawsze. Bo skoro mogłem w takich warunkach, to czemu mam nie móc w lepszych?

Po czwarte – nie narzekaj!

trener osobisty

Nie będzie lepiej, ani lżej. Nie będzie lepszego dnia niż dziś. I jeśli będziesz czekał, to po prostu stracisz ten czas, kiedy mogłeś już zrobić coś, a nie zrobiłeś nic.

A jak boli, to zaciśnij zęby i pedałuj mocniej 🙂

Pin It on Pinterest

Share This