Podhale Tour etap 2. Walka o tytuł najlepszego górala rozkręciła się na dobre. Tym razem klasyk na drogach gminy Rabka-Zdrój. Nerwowy początek, silny wiatr, ucieczki i zjazdy z prędkością ponad 90 km/h. Walka 72D o zdominowanie wyścigu i Adam Wójcik, na którego nie ma mocnych. 

Planowany start 11:40, dystans 90 km.

Po drodze Czarny Dunajec, Jabłonka, Podwilk, Raba Wyżna i Harkabuz.

Kolejna odsłona kolarskich zmagań w dobrze już znanym cyklu, przeniosła się tym razem na szosy gminy Rabka-Zdrój. Profil trasy w większej części raczej płaski lub pagórkowaty, więc raczej jasne było, że losy wyścigu rozstrzygną się na finałowym podjeździe, który trzeba podjechać dwukrotnie.

podhale tour etap 2

Wyścig kolarski o tytuł króla Podhala etap II.

Zaczęło się właściwie jak zawsze. Start honorowy i niby luźno na początku. No może poza tym, że kierowca samochodu sędziego nie do końca umiał utrzymać prędkość 30 km/h, albo chciał nam zrobić interwałową rozgrzewkę i z 20 skakał na 40, a później znów zwalniał. Start ostry, pierwszy podjazd i w zasadzie bez zmian. Jeszcze bez większych zrywów, ale pod wiatr. W peletonie od początku jakaś dziwna nerwówka. Może to przez burzę wiszącą w powietrzu, a może z jakiegoś innego, bliżej nie określonego powodu. W okolicach 15 km pierwsza kraksa. Podobno ktoś kogoś odepchnął – charakterystyczny dźwięk gwałtownego hamowania i roweru uderzającego o asfalt.

Na pierwszym zjeździe zaczęło się delikatne czarowanie. Peleton strasznie się rozciągnął i zapewne porwał, ale tego nie widziałem, bo bardziej interesowało mnie co jest przede mną. W końcu udana próba ataku. Jedna, druga ucieczka i przejęcie kontroli nad peletonem przez 72D, jak się okazało na większą część wyścigu. Dwóch zawodników od nich i Grzesiek Zięcik z VeloPaka Racing Team szybko zyskali 30 sekund przewagi, a peleton nagle zwolnił. Musiał, bo 72 nie wpuszczało nikogo na zmianę. Ambitny plan ogrania Adama i wypracowania ucieczce takiej przewagi, aby zdołała dowieźć ją do mety wydawał się powoli realizować. Bezradny w tym momencie Wójcik musiał czekać na dalszy rozwój wydarzeń.

Kolejne skoki z peletonu nie przynosiły żadnych rezultatów. Bardzo silny boczny wiatr rwał grupę na kawałki, a każda chwila nieuwagi kończyła się długą gonitwą za czołówką.

Na 50-tym kilometrze zaczął się długi, dziesięciokilometrowy zjazd, podczas którego przypadkowo spojrzałem na licznik pokazujący 90,4 km/h. Całkiem… szybko 😉 Peleton, a właściwie to, co z niego zostało skurczył się do może 30 zawodników. Delikatne wypłaszczenie i wjazd na właściwą część wyścigu, która zaczęła się około 60-tego kilometra, po ostrym skręcie w prawo. Ucieczka została skasowana, a zawody zaczęły się jakby na nowo. Tym razem już bez kalkulacji i taktyki, a najmocniejsi zaczęli walkę o wygraną.

podhale tour etap 2 harkabuz

Harkabuz. Brzmi trochę jak zaklęcie, tymczasem nazwa pochodzi od XV wiecznej strzelby odpalanej za pomocą lontu. Podjazd, o którym krążą dziwne legendy i który każdego śmiałka potrafi należycie przywołać do porządku.

5 kilometrów wspinaczki, która w porównaniu do Przehyby nie jest szczególnie trudna, ale dzięki średniej dała się we znaki.

Najgroźniejszym przeciwnikiem w takich momentach jest głowa. Kiedy nie wiesz ile jeszcze wytrzymasz, bo brakuje już oddechu, a szczytu ciągle nie widać. Nogi kręcą ile sił i wiesz, że nawet na sekundę nie możesz zwolnić tempa, bo przegrasz, chociaż tak naprawdę nie jedziesz po wygraną. Przegrasz z samym sobą i nic sobie nie udowodnisz, że np. jednak możesz, że znów było trudniej niż ostatnio, ale jednak się udało. Z tyłu zostało stu, może więcej, ale to jest nie ważne. Kilkunastu jest przed Tobą, a to z nimi chcesz się utrzymać. Przecież to tylko góra. Bartek wyszedł mi z koła i krzyknął „łap się”. Idealnie, bo jakieś 500 przed szczytem ktoś z przodu szarpnął i ta mała grupka znów zaczęła strzelać. Bufet, zmiana bidonu i wjazd na drugą pętlę. Tym razem już wolnej, bo każdy zbierał siły na kolejne starcie z Harkabuzem.

Ostatni żel i odliczanie kilometrów do mety. 7,6,5 i zakręt w prawo. Wójcik z przodu, pilnowany przez dwóch kolarzy 72D, ale tu już nie ma miejsca na szachy. W którym momencie ruszył po przypieczętowanie zwycięstwa nie widziałem, ale znów bezapelacyjnie potwierdził, że nie ma na niego mocnych w małopolskim peletonie.

podhale tour etap 2 adam wójcik

Koniec. Pierwsza część sezonu kolarskiego 2017 przechodzi do historii.

Drugi etap Podhale Tour kończy dla mnie pierwszą część sezonu. 4 wyścigi i 6 startów. Udanych? W sumie tak. Nad miejscami nie ma co się użalać, ani nimi chwalić. Właściwa część sezonu zaczyna się dla mnie za 3 tygodnie i wtedy wyniki będą ważniejsze. W startach, które mam już za sobą za każdym razem była walka do samego końca i progres z każdym następnym wyścigiem. Teraz 3 tygodnie przerwy od ścigania i 3 tygodnie intensywnej pracy. Kolejny cel to oczywiście III etap Podhale Tour i walka tym razem o wyższe lokaty, a później piekielna przeprawa przez Tatra Road Race. Do zobaczenia na starcie! 😉

podhale tour etap 2 podium

Pin It on Pinterest

Share This