Kolarstwo nałogowe – moja historia

Nie wiem, które to już podejście, ale motywacja wciąż ta sama – coś po sobie zostawić. Wzniosłe, bzdurne gadanie, ale przecież chyba każdemu musiało przynajmniej raz coś podobnego przejść przez myśl. Z drugiej strony może komuś, w jakikolwiek sposób pomogę, bo sam, szukając podobnych artykułów, nie znalazłem zbyt wielu o podobnej treści.

Zajmowałem się już w swoim życiu różnymi rzeczami. Pasje pojawiały się i gasły z kolejnym wschodem słońca. Przypadłość również dość popularna i bardzo charakterystyczna dla pokolenia „Y”, jak zostaliśmy nazwani. Bo mam 25 lat i nie mam pomysłu na życie. Jestem więc zwykłym elementem szarej masy, która jednak chała by nabrać odrobiny kolorów.
Podobnie jak Ty już wiele razy miałem dość wszystkiego, a z rowerem chciałem zrobić mniej więcej coś takiego:

Jestem kolarzem. Amatorem. Znowu.

Zacząłem już dawno temu, jak większość na komunijnym góralu, który ważył ze sto kilo. Prawdziwą „kolarzówkę” zobaczyłem u kolegi, który przyjechał któregoś dnia pod szkołę. Czarna Merida. Cóż, zabrzmi to idiotycznie, ale… zakochałem się w niej. Taki rower! Prawie rok zbierałem pieniądze, żeby kupić sobie podobny. W końcu się udało. Uczciwe zarobioną kwotę wymieniłem na wyczekaną szosówkę. Przygoda trwała przez rok gimnazjum i całe liceum, ale brak wsparcia, motywacji absolutnej i ostatecznie planów na przyszłość wyniosły, ten wcześniej wygłaskany rower na strych, gdzie pokryła go gruba warstwa kurzu.

Tą pierwszą, prawdziwą miłość pamięta się przez całe życie. I ja o swojej nigdy nie zapomniałem. Przez te pięć lat, które były dalekie od życia sportowca, ciągle pojawiało się wspomnienie kolarstwa. Po na prawdę wielu pytaniach zadanych sobie o to, czy ma to jakikolwiek sens i czy próba wrócenia do jazdy na prawie wyczynowym poziomie jest w ogóle realna, postanowiłem zaryzykować. Nie umiem robić czegoś „na pół gwizdka”. Angażuję się całkowicie, albo w ogóle nie tracę czasu. W maju 2015 roku kupiłem nowy, stosunkowo nie drogi rower, żeby sprawdzić czy się uda. Czy będzie mnie znów cieszyć tak, jak dawnej i czy będę w stanie zagospodarować sobie czas w taki sposób, żeby mieć go wystarczająco dużo na treningi.

Tym razem przekonałem się jak nieocenione jest wsparcie bliskich. Gdyby nie moja dziewczyna, nie wiem czy ostatecznie bym wrócił do tego nałogu. Absolutne jednak nie żałuję.

Pin It on Pinterest

Share This